niedziela, 1 czerwca 2014

#1 ROZDZIAŁ 9



Nastepnego dnia wstałaś niewypoczęta, obudził cię dzwoniący telefon. To twój tata. Nie odebrałaś, położyłaś się i próbowałaś zasnąc, ale po chwili zrozumiałaś, że nie ma Rossa. Wstałaś gwałtownie. Gdzie on jest?- pomyślałaś. Ale po chwili drzwi do pokoju się otworzyły i stanął w nich blondynek z tacką.
-  Hej mała, przyniosłem ci śniadanie- powiedział usmiechnięty.
-Jejku jak fajnie, jesteś cudowny - przytuliłaś go.
- Uwazaj bo wywalisz- oddalił tackę od was.
- OJ sorki-powiedziałaś, gwałtownie odsuwając się od niego- jedzmy już głodna jestem, a to tak smakowicie wygląda- usiadłaś na łóżku. Nie długo poźniej jedzenia nie było, a ty leżałaś najedzona.- teraz to odnieś- usmiechnęłaś się.
- Co? Ja? teraz twoja kolej- spojrzał na ciebie. Zrobiłaś oczy pieska. - No dobrze, nie patrz tak na mnie.- wziął tace i wyszedł. Ty poszłaś się uszykować i chciałaś zaraz gdzieś wyjść. W końcu jesteś ostatni dzień w Paryżu, musiałaś wszystko zwiedzić. Nałożyłaś białą sukienkę i czarnymi paskami ku dołu i  na to białą skórzaną kurtkę, włosy spiełaś w roztrzepanego koczka i zrobiłaś lekki make up. Wyglądałas olśniewająco. Gdy wyszłaś z łazienki Ross już na ciebie czekał. 
- Łooooo- powiedział Ross zauważywszy Ciebie- wyglądasz ślicznie- wstał.
-Dzięki- zarumieniłaś się- idzemy gdzieś?- od razu zmieniłaś temat.  Ross nadal nie mógł oderwać od ciebie oczu.- halo.. odpowiesz mi?
-A tak, tak oczywiście... chodźmy- złapał cię za rękę i ruszyliście.
Było świetnie, zrobiliście sobie pełno zdjęć, wygłupialiście się. Ale ciągle czułaś czyjś wzrok na sobie, odwracając się nikogo nie widziałaś.
- Ej, Ross..
- Tak?
- Chyba ktoś nas obserwuje..
- Nie martw się, jesteś ze mną- ścisnął cię mocniej za rękę i pocałował w czółko. Poszliście niedaleko do knajpki coś zjeść. Lynch poszedł zamówić coś, a ty miałaś na niego czekać. Nagle.. nic nie widziałaś, tylko ciemność. Ktoś ci założył na głowę worek i z piskiem opon wyjechał z miejsca zdarzenia. Bardzo długo jechałaś zamknięta w bagażniku. Próbowałaś się wydostać, waliłaś w drzwi, piszczalaś, ale na marnę. W końcu usnęłaś z wycieńczenia. Nagle obudził cię zatrzymujący samochód. Drzwi od bagażnika się otworzyły a ty zaczęłaś krzyczeć. Poczułaś tylko jak ktoś przywalił ci w twarz ręką i w jednej chwili byłaś nie przytomna.




1 komentarz:

Gosia pisze...

Cudny rozdzial