wtorek, 10 czerwca 2014

#2 Imagin o Rossie



[i.b.]- imię brata,
[t.i.]- twoję imie.


      Po śmierci twoich rodziców opiekuje się tobą starszy brat- [i.b.], ale to nie był dobry pomysł, żeby z nim zamieszkać ponieważ jest on gangsterem, kradnie i przy okazji zabija. Codziennie mu mówisz, że to co robi na dobre mu nie wyjdzie i nie chcesz go stracić.On cię nie słucha. Ma w dupie twoje zdanie. I ciebie. Masz tylko Rossa, on cię wsłucha, przytuli. Jest dla ciebie najlepszym co cię spotkało w życiu. Od niedawna zapraszasz go do swojego domu, ale tylko jak [i.b.] nie ma w domu,  bo boisz się, że twój brat może mu coś zrobić.  Dzisiaj znowu przychodzi, [i.b.] znowu nie ma w domu, poszedł do jakiejś swojej laski, nigdy jej nie lubiłaś, była taka "pusta" ... , brat ma wrócić późnym wieczorem, więc do wtedy macie czas. Jest już dość późno,siedzisz na kanpie i oglądasz telewizję, nagle ktoś puka do drzwi, idziesz otworzyć.
-Hej kochanie- przywitał cię pocałunkiem Ross, wyglądał seksownie; miał na sobie czarne rurki i białą koszulkę, i tak świetnie pachniał, kochasz jego perfumy.
-Hej, wchódz- pokazałaś mu ręką żeby wchodził- czekaj muszę coś zjeść... też chcesz?
-Nie dzieki, jestem po kolacji- uśmiechnął się i poszedł na telewizor. Gdy skończyłaś poszliście na górę do twojego pokoju. Zakluczyłaś dzwi i w tym momencie Ross stanął za tobą, złapał cie za biodra, odwrócił w swoją stronę i zaczął namiętnie całować. Odwzajemniłaś to. Po chwili Ross rzucił cię na łóżko i zaczął zdejmować z ciebie ubrania. Chwilę później byliście już obydwoje nadzy i całowaliście się. Do drzwi nagle ktoś zapukał.
- Otwieraj- krzyczał twój brat. Wystraszyłaś się, wraz z blondynkiem zerwaliście się z łóżka i ubraliście się szybko. Niewiedziałaś co zrobić, bo jak twój brat go zobaczy to niewiadomo jak zareaguje. Wahającym ruchem otworzyłaś drzwi.
- Co ty do cholery robisz?- wparował-  A ten koleś to kto? Wypad z mojego domu, słyszysz?- szarpnął Rossa
- Zostaw go, to jest mój chłopak, nie masz prawa...- krzyczałas.
- Zostaw mnie-Ross przerwał ci zwracając  się do twojego brata.
- Nie będziesz mi rozkazywać, guwniarzu- powiedział wkurzony [i.b] Ross w tej chwili odepchnął go a on jeszcze bardziej zbulwersowany chciał się z nim bić i prawie do tego doszło. Ty próbowałaś ich rozdzielić i sama dostałaś w twarz, upadłaś na ziemię, twoje oko od razu zrobiło się sine.  Ross to zauważywszy podbiegł do ciebie popychajacąc [i.b] na łóżko.
-Nic ci nie jest? - mówił zmartwiony Ross.
- Idź już, szybko...
- Nie mogę muszę być przy tobie.
-Idź już...- łza ci spłynęła z policzka.
-Dzwoń jak coś by się działo, kocham cię- Ross pocałował  cię w czółko i odszedł.  
Teraz takie bójki trafiają się coraz częściej, czasami przez Rossa i czasami przez twojego brata. Bronisz Rossa,ale także brata więc zazwyczaj wyganiasz Rossa z domu. Marwisz się o niego, żeby mu nic twój brat nie zrobił. Pewnego dnia wyszłaś się przewietrzyć po kłótni z bratem, nie wytrzymujesz takiego napięcia, tak strasznie tęsknisz za rodzicami. Nagle za soba słyszysz głos twojego Rossa, ucieszyłaś się. On zawsze jest kiedy go potrzebujesz.
-Zaczekaj..- wołał-... Słuchaj kochanie, ja tak nie mogę... albo twój brat albo ja to będzie najlepsze rozwiązanie... Nie mogę patrzeć jak ciągle przez niego płaczesz ...
-Co? Nie mozesz mi stawiać altimatum...
- Musisz wybrać.- powiedział stanowczo.
Oczywiście wybrałaś Rossa, z nim się czułaś bezppieczniej. Nastepnego dnia przeprowadziłaś się do niego. Nigdy u niego nie byłaś, podobno miało być tak fajnie, więc nie mogłaś się już doczekać. W środku czekali na was jego koledzy i bałagan, mnóstwo puszek po piwie i pety na stole. Przestarszyłaś się. 
- Nie martw się, mam sprzątaczkę- uśmiechnął się- chodzmy do mojego pokoju...- wziął cię za rekę i zaprowadził do pokoju. Zakluczył drzwi i powoli zaczął cię rozbierać, całując. Nie mogłaś się mu oprzeć on tak seksownie wygląda i całuje. Przez pierwsze dni było tak świetnie, imprezy, piwo, seks nie chciałaś tego robić do ślubu ale z Rossem to co innego, czułaś się taka bezpieczna. Pewnego wieczoru gdy się kochaliście Ross w pewnym momencie powiedział ci do ucha
-Masz robić wszystko co ci karze, słyszysz...- nagle wyjął swój pistolet z pod łóżka i przyłożył do twojej twarzy.
- Ross? co ty robisz?
-Słyszałaś... - ścisnął mocniej twoją rękę, po czym odłożył pistolet i kontynuował to co robił wcześniej. Przestarzyłaś się, nigdy go od takiej strony nie znałaś. Ross całował cię dosłownie wszędzie. Było tak codziennie. Byłaś na jego rozkazy, służyłaś mu. A ta "sprzataczka" to także dziewczyna Rossa, jestes wykorzystywana jak ona. Raz usłyszałaś jak Ross rozmawia z kimś przez telefon.
- [t.i.] już chyba się domyśla że ją tylko wykorzystywałem, jest  już u mnie, nic się nie dowie jak znikął jej brat. Dzisiaj w nocy. Jedziemy do niego, robimy swoje, bierzemy kase i wracamy.... To cześć.- rozłączył się.
Nie mogłas w to uwierzyć, on cię tylkowykorzystał i terazjeszcze chce zabić twojego brata. Kochałaś go najbardziej na świecie a on cie tylko wykorzystał i wykorzystuje nadal. Poszłaś do jego pokoju zapłakana wziełaś pistolet i mierzyłaś prosto w drzwi. Nagle wszedl blondynek.
-co ty robisz? Zostaw to.
- Jak mogłeś, jestem zwykłą szmatą na twoje rozkazy...  Nie mogę uwierzyc... Ja cię tak bardzo kochałam a ty... ty mnie tylko wykorzystałeś...- płakałaś
-Odłóż to proszę. Nie chcesz tego zrobić.
-Jesteś zwykłym mordercą, zasługujesz.A ja cie nie obchodze, tylko kasa sie liczy- Ross powolnym krokiem zbliżał się.
-Obchodzisz. Najbardziej na świecie. Rozumiesz? Wiesz dlaczego cię tu przywiozłem? Żebyś była bezpieczna, żeby więcej cię nikt nie skrzywdził. 
-Kłamiesz... - płakałaś-Zakochałam się, miałam tylko ciebie- krzyczałaś płacząc- ale wiesz co? Pamiętaj mimo tego wszystkiego i tak... Kocham Cię ... - i w tej chwili oswróciłaś  pistolet w swoją stronę i nacisłaś na spust. W jednej chwili upadłaś na ziemię. Pod tobą robiła się coraz większa kałuża krwi. Ross podbiegł do ciebie. 
- Tez cię kocham i bedę kochać najbardziej na świecie. Pamiętaj.- pocałował cie ten ostatni raz.

__________________
chyba kończę bloggowanie, nikt nie komentuje, nie mam po co pisać ;<


piątek, 6 czerwca 2014

#1 ROZDZIAŁ11



Następnego dnia.
Przez całą noc nie zmrużyłem oka, myślałem tylko o niej. Poszedłem z samego rana wypłacić pieniądze, wiem że to strasznie dużo ale jeżeli by było trzeba dałbym o wiele więcej, żeby tylko ją odzyskać Pieniądze się nie liczą. Wziąłem pieniądze, poszedłem do hotelu i zapakowałem w walizkę. Byłem już gotowy, ale dopiero 12:11. Zadzwoniłem jeszcze na policję, czy są gotowi, powiedzieli, że tak czekają tylko aż wyjdę z hotelu i pójdę w stronę Parku. Chwilę później właśnie tak zrobiłem. Czekałem w Parku na ławce, czekając na moją [t.i.] nie wierzyłem, że zaraz ją zobaczę, że niedługo będzie przy mnie, bezpieczna. Usłyszałem czyjś głos za plecami. 
- Masz kasę? - powiedział trzymając pistolet przy głowie [t.i.]. Nie mogłem w to uwierzyć, to była ona. Serce zaczęło mi bić mocniej.
- Ross proszę pomóż mi- powiedziała zapłakana.
- Nie martw się zaraz będzie po sprawie.- powiedziałem- Mam pieniądze- zwróciłeś się do złoczyńcy, podnosząc walizkę w górę.
- Połóż to na ziemi i oddal się z rękami na głowie.
Tak zrobiłem, już było tak blisko, gdy nagle wkroczyła policja.
-Ręce do góry!- odwróciłem się w ich stronę.
-Miałeś nic nie kombinować, nie dotrzymałeś słowa, teraz ja dotrzymam swojego- i w tej chwili usłyszałem strzał pistoletu i w jednej chwili [t.i.] osunęła się ku ziemi. Wtedy usłyszałem też drugi strzał i przestępca upadł. Pobiegłem do mojej księżniczki. Płakałem.
-[t.i.] odezwij się. Słyszysz? Nie rób mi tego.- zacząłem ją szarpać by się obudziła. - Dzwońcie na pogotowie! - krzyczałem w stronę policji.
- Ross... - powiedziała po cichu.
- Tak to ja, jestem przy tobie, zawsze będę rozumiesz? Ale nie zostawiaj mnie, proszę. KOCHAM CIĘ NAJBARDZIEJ NA ŚWIECIE. - ryczałem jak dziecko, trzymając ją za rękę.
- Ross.. ja też cię bardzo kocham, zawsze będę przy tobie. Chciałabym tylko jednego jeżeli  odejdę ... 
- Nie odejdziesz rozumiesz? Nie zrobisz mi tego.
- Posłuchaj mnie... Chciałabym żebyś był szczęśliwy, żebyś się znowu zakochał i pilnował ją, zawsze. Obiecaj mi.
- Nie mogę, ja kocham tylko ciebie, nikogo więcej.
- Obiecaj mi, proszę. Pragnę żebyś był szczęśliwy. Proszę- mówiła słabym głosem
- Obiecuje .... 
- Pamiętaj bardzo cię kocha...- umarła. 
-[t.i] odezwij się, proszę- ryczałem - też cię kocham najmocniej na świecie.- przytuliłem się do niej i ryczałem. 


________________________________________
dziękuję za czytanie bloga :) Szkoda tylko, że nic nie zostawiacie, dlatego właśnie nie wiem czy zaczynać kolejnego bloga...

wtorek, 3 czerwca 2014

#1 ROZDZIAŁ 10



*** Ross ***

Poszedłem zamówić nam coś do jedzenia, bo [t.i.] przez połowę drogi narzekała, że jest głodna, a ja muszę o nią dbać. Gdy wróciłem do stolika jej tam nie było. Nie wiedziałem gdzie jest, co robić, czy może ona sobie żartuje. Zacząłem ją wołać. Ludzie siedzący niedaleko ciągle się na mnie patrzyli, nie wiedziałem co im jest. Lecz gdy jeden starszy pan podszedł do mnie i powiedział co tu się niedawno stało nie wiedziałem co robić. Zacząłem krzyczeć na wszystkich
- Czemu nic nie zrobiliście?! Czemu go nie zatrzymaliście?! Dlaczego? -krzyczałem.- dlaczego?- powiedziałem sam do siebie. 
 Od razu zadzwoniłem na policję, powiedzieli że zrobią wszystko ci się da. Mi to nie wystarczało, nie chciałem czekać aż ruszą dupy, pragnąłem tylko jedno, żeby [t.i.] była przy mnie, bezpieczna, obiecałem że nie pozwolę żeby jej się coś stało i tak zrobię, nie pozwolę na to, zrobię wszystko. W S Z Y S T K O . Dlaczego ją zostawiłem samą? Miałem jej pilnować. To moja wina. Wszystko moja wina. Nie daruję sobie jak jej się coś stanie.  Gdy pobiegłem do hotelu usiadłem koło łóżka i ryczałem, ryczałem jak dziecko. Nagle ktoś zapukał, ogarnąłem się i poszedłem otworzyć, za drzwiami nikogo nie było, ale zauważyłem kopertę leżącą na podłodze. Otorzyłem ją i zacząłem czytać; 
     Pewnie zastanawiasz się kto mógł porwać twoją piękną dziewczynę. Powiem ci jedno, nigdy się nie dowiesz. Jeżeli chcesz ją odzyskać, to masz do jutra załatwić nam 1 000 000 dolarów. Tylko coś wykombinujesz z psami to twoja dziewczyna zginie. Jeżeli będzie okej to ją odzyskasz. Jutro o 13 na Parkiem. Pamiętaj obserwujemy Cię. 
List był napisany wyciętymi i przyklejonymi literami z gazety. Gdy to przeczytałem od razu skontaktowałem się z najlepszą policją w mieście, wiem że miałem tego nie robić, ale ja chcę jak najszybciej odzyskać moją księżniczkę.Zadzwoniłem do Rydel i powiedziałem, że potrzebuję pieniędzy, nie powiedziałem po co, chociaż się wypytywała.
- To ile chcesz? Wyśle ci dzisiaj.
- Milion dolarów.
- Co ? oszalałeś? Nie wyślę ci tyle pieniędzy..
- Masz mi to wysłałaś rozumiesz? Prześlij mi na konto. Potrzebuję tych pieniędzy najbardziej na świecie.
- Ale po co ci te pieniądze?
- Masz mi je przesłać do jutra. - rozłączyłem się. 
 Przez resztę dnia nie wiedziałem co z sobą zrobić, nie umiałem spokojnie siedzieć i czekać do jutra. Postanowiłem się przejść. Szedłem zamyślony. W pewnym momencie wpadłem na jadącego rowerzystę.
- Co ty ku*wa robisz? Uważaj!- krzyczałem nie wiedząc co robię.
- y..y...y...y..- nie wiedział co powiedzieć.
- Przepraszam.. to moja wina...- spuściłem głowę w dół i poszedłem dalej. Poszedłem w miejsce, gdzie wydarzyła się najpiękniejsza chwila mojego życia. Do apartamentu, gdzie [t.i.] mi wybaczyła i pocałowała mnie. To był najpiękniejszy dzień w moim życiu. Byłem już tam. Przypominałem sobie to wszystko co się stało właśnie tutaj. Zacząłem płakać, chciałem jak najszybciej mieć już ją przy sobie, ale nic nie mogłem zrobić. Byłem bezradny, musiałem czekać do jutra. Nie umiałem. Usiadłem w kącie i siedziałem. Kilkanaście minut później ruszyłem w kierunku hotelu. Na miejscu usiadłem na łóżku i zacząłem oglądać nasze wspólne zdjęcia. Burczało mi w brzuchu, ale nie myślałem o tym, nie chciałem jeść. Za oknami było już ciemno i piękne gwieździste niebo. Wyszedłem na balkon spojrzałem w niebo i powiedziałem w myślach -Nie bój się kochanie, jutro już będziemy razem na zawsze. Tak bardzo cię kocham. - patrzałem tak jeszcze przez dłuższą chwilę. 

________________________________________

Dziękuję, że czytacie mojego bloga ale proszę komentujcie przy okazji czy wam się podoba, czy może nie, co mogę zmienić... i tak dalej :) Będę bardzo wdzięczna <3 I przy okazji jeżeli wam się podoba to podawajcie dalej link tego bloga do czytania. :) Dziękuję Wam <3

niedziela, 1 czerwca 2014

#1 ROZDZIAŁ 9



Nastepnego dnia wstałaś niewypoczęta, obudził cię dzwoniący telefon. To twój tata. Nie odebrałaś, położyłaś się i próbowałaś zasnąc, ale po chwili zrozumiałaś, że nie ma Rossa. Wstałaś gwałtownie. Gdzie on jest?- pomyślałaś. Ale po chwili drzwi do pokoju się otworzyły i stanął w nich blondynek z tacką.
-  Hej mała, przyniosłem ci śniadanie- powiedział usmiechnięty.
-Jejku jak fajnie, jesteś cudowny - przytuliłaś go.
- Uwazaj bo wywalisz- oddalił tackę od was.
- OJ sorki-powiedziałaś, gwałtownie odsuwając się od niego- jedzmy już głodna jestem, a to tak smakowicie wygląda- usiadłaś na łóżku. Nie długo poźniej jedzenia nie było, a ty leżałaś najedzona.- teraz to odnieś- usmiechnęłaś się.
- Co? Ja? teraz twoja kolej- spojrzał na ciebie. Zrobiłaś oczy pieska. - No dobrze, nie patrz tak na mnie.- wziął tace i wyszedł. Ty poszłaś się uszykować i chciałaś zaraz gdzieś wyjść. W końcu jesteś ostatni dzień w Paryżu, musiałaś wszystko zwiedzić. Nałożyłaś białą sukienkę i czarnymi paskami ku dołu i  na to białą skórzaną kurtkę, włosy spiełaś w roztrzepanego koczka i zrobiłaś lekki make up. Wyglądałas olśniewająco. Gdy wyszłaś z łazienki Ross już na ciebie czekał. 
- Łooooo- powiedział Ross zauważywszy Ciebie- wyglądasz ślicznie- wstał.
-Dzięki- zarumieniłaś się- idzemy gdzieś?- od razu zmieniłaś temat.  Ross nadal nie mógł oderwać od ciebie oczu.- halo.. odpowiesz mi?
-A tak, tak oczywiście... chodźmy- złapał cię za rękę i ruszyliście.
Było świetnie, zrobiliście sobie pełno zdjęć, wygłupialiście się. Ale ciągle czułaś czyjś wzrok na sobie, odwracając się nikogo nie widziałaś.
- Ej, Ross..
- Tak?
- Chyba ktoś nas obserwuje..
- Nie martw się, jesteś ze mną- ścisnął cię mocniej za rękę i pocałował w czółko. Poszliście niedaleko do knajpki coś zjeść. Lynch poszedł zamówić coś, a ty miałaś na niego czekać. Nagle.. nic nie widziałaś, tylko ciemność. Ktoś ci założył na głowę worek i z piskiem opon wyjechał z miejsca zdarzenia. Bardzo długo jechałaś zamknięta w bagażniku. Próbowałaś się wydostać, waliłaś w drzwi, piszczalaś, ale na marnę. W końcu usnęłaś z wycieńczenia. Nagle obudził cię zatrzymujący samochód. Drzwi od bagażnika się otworzyły a ty zaczęłaś krzyczeć. Poczułaś tylko jak ktoś przywalił ci w twarz ręką i w jednej chwili byłaś nie przytomna.